Plaster – mała wielka rzecz
Już starożytni Egipcjanie znali zbawienne działanie opatrunków z lnu i mirry. Od tego czasu plaster zrobił światową karierę i dziś wiele leków stosuje się właśnie w tej postaci.
Cóż znaczyłby plaster, gdybyśmy całe ziarno położyli na skórę, lub mandragora połknięta w całości” – tym stwierdzeniem Galen (131-200) przeciwstawił się poglądom Hipokratesa, który uważał, że środki naturalne działają tym lepiej, im mniej są poddane zmianom. Na początku naszej ery wprawdzie posługiwano się już pigułkami i czopkami, jednak dopiero Galen stworzył podstawy wiedzy o postaciach leków. Szukając najbardziej odpowiednich, wprowadził wiele nowych form, takich jak delikatne proszki, wyciągi, nalewki na winie, occie i miodzie. Galen znał także leki działające zewnętrznie: środki do pędzlowania i wcierania, maści, mazidła, ciepłe okłady, środki do okadzania, kataplazmy i plastry. To wszystko, co stosujemy dzisiaj, było również przygotowywane w laboratoriach galenowych.
Z wymienionych postaci leków rysuje się pewien ciąg, na którego początku jest środek do wcierania, a na końcu plaster. Pośrednie formy, bardzo często stosowane jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym, dzisiaj są już zupełnie zapomniane. Tak stało się m.in. z woskowcem – zajmującym kiedyś pośrednie miejsce między maścią a plastrem. W skład tej postaci leku wchodził oczywiście wosk, a ponadto oliwa lub olej migdałowy i olbrot. W leku tym stosowano również substancje barwiące: korzeń czerwienicy, czasami kamforę lub tlenek cynku.
Równie obco jak woskowiec brzmi dziś nazwa gorczycznik, pod którą kryła się mieszanina sproszkowanej gorczycy z wodą, nakładana na płótno lub papier i przykładana do ciała. Jej działanie polegało na drażnieniu skóry przez olejek gorczyczny. Z kolei kataplazmy były półpłynnymi okładami przygotowywanymi ze sproszkowanych substancji leczniczych sprzedawanych w aptekach. Pacjent mieszał je samodzielnie z gorącą wodą, a utworzoną masę zawijał w płótno i przykładał na chore miejsce.
Plastry musiały być dawniej bardzo ważną postacią leku, skoro do dziś przetrwała o nich pamięć w wierszyku nieznanego pacjenta, skierowanym do Jana Szastera (1741-1793), właściciela apteki Pod Słońcem przy Rynku Głównym w Krakowie. Pewnego dnia na drzwiach apteki przypięto karteczkę z następującą pochwałą:
Tu mieszka Szaster, na wszystko ma plaster, kto ten dom ominie o trzy kroki zginie…
Kitajka wielkości ucha lub dużej dłoni
Dawniej plastrami nazywano lek, w którym substancja działająca była rozsmarowywana na papier lub materiał i pod wpływem ciepłoty ciała przylepiała się do skóry. Lekarz, zapisując na recepcie rodzaj plastra (np. Eplastrum Plumbi simplex lub Emplastrum Cantharidum), podawał też jego wielkość w specyficznych miarach. Plaster mógł być wielkości ucha – Forma auricularis, karty do gry – Forma chartae lusoriae, małej ręki – Forma volae manus minoris, dużej ręki – Forma volae manus majoris, małej dłoni – Forma palmae manus minoris, dużej dłoni – Forma palmae manus majoris, oraz wielkości nakreślonego wzoru – Magnitudine et forma hac.
Pod koniec XIX w. w aptekach pojawiły się plastry kauczukowe. Jedynie apteki mające maszynę do rozsmarowywania plastrów mogły przyjąć receptę na jego wykonanie. Ciekawostką jest nazwa plastra angielskiego (Emplastru Anglicanum) – kitajka jedwabna lepka. Kitajka to określenie kawałka jedwabiu pokrywanego za pomocą pędzla rozczynem karuku (klejem rybim).
doc. dr hab. Iwona Arabas Magazyn \"Farmacja i ja\"27.09.10
powrót
|